Otwieram oczy, mój wzrok nie dostrzega nic ostrego
to jednak niepewność, oplotła moje dłonie bluszczem
chcę ruszyć się z miejsca, jak podest marmuru unieruchomiony
pozostaje mi czekać na słoneczne dni ...
Mój słuch zmylony przez miliony dźwięków,
oszalałe istnienia zimnej obojętności, są tylko tłem
dla bezkształtnej ręki Boga przecinającej horyzont
jej ruch, dźwięk odzyskał gdy spotkał się z ziemią ...
z nieładu wrażeń wynurza się spowity w deszczu krajobraz
i wreszcie dostrzegam kogoś, lecz wciąż niewyraźnie
paraliżuje moje zmysły, krwawą trucizną
chciałbym tak odejść, czując na ustach pocałunek deszczu ...
" Pocałunek deszczu " 5 stycznia 2009r. 22:25
Stosunkowo wcześnie napisany, powiedzmy,
że tym wierszem chciałbym przywitać Nowy roczek.
Przepraszam niecierpliwych, i pozdrawiam wytrwałych
Dodaj do ulubionych:
Bądź pierwszą osobą, która doda ten do listy ulubionych.