… Harlequin w krainie czarów …
pozostawiony niczym okręt bez żagli,
dryfuje przemierzając bezkresny ocean otchłani.
świat zatracił to co najcenniejsze, dlatego ciemność spowiła krajobraz,
wyuczonym, fałszywym uśmiechem, tysięcy marionetek,
pociąganych za sznurki przez ciągły brak priorytetów.
w teatrze lalek wciąż gra muzyka, w teatrze lalek przedstawienie trwa.
wymuszona grzeczność, fałszywe gesty, nawet płacz arlekina wywoła
pośród lalek zmasowaną litość i chęć wsparcia w potrzebie. Żałosne.
chory świat, namalowany kreską niekończącej się komedii kręci się dalej
przez kolejny akt nie zmuszając do myślenia ku uciesze marnej publiczności.
by dać rozrywkę, by zaspokoić żądze, gotowy pozwolić na tandetny chłam.
nikt z widowni nie zwrócił uwagi na białego królika w przedostatniej scenie,
który bez zbędnego afiszowania próbował wołać o pomoc.
ścieżka, którą poszedł była zawiła i wąska,
zdobiona skąpanymi we krwi cierniami róż,
jakby prowadziła do najgorszego koszmaru.
w oddali słabły już głosy marionetek i aplauz błaznów.
każdy krok niczym minione dni prowadził mnie do czegoś tak pięknego,
że na tym zgubionym świecie brakło słów które powiedzą to co czuje.
a w głowie miliony pytań nie dających spokoju, tak silnych,
że z każdą sekundą natarczywiej każą zawrócić, lecz jest już za późno
bym poddał się w połowie drogi, bym pozostawił bezbronnego królika
samemu sobie w samym środku tego psychodelicznego lasu.
wciąż zmierzam w kierunku tego światła,
które niepewnie przebija się przez moje życie.
światła tak jasnego, że rozpromieni me życie na zawsze.
wierze, że na końcu drogi odnajdę ją i powiem „tak” mojej Alicji.
Oto i kolejne dzieło, efekt myśli skłębionych w mojej głowie,
wywołanych tym co widzą one codziennie.